Życie pisze najbardziej oryginalne, najbardziej komiczne, a jednocześnie najbardziej dramatyczne scenariusze.

Skłoniłem się, a on odprawił swoich ludzi i rzekł: - Córka Królów, dziedziczna władczyni tego kraju, postanowiła, w pewnym sensie na przekór zaleceniom Rady, zatrudnić was, gojów, abyście za pomocą sztuk, których jesteście mistrzami, zniszczyli naszych odwiecznych wrogów, Fungów, i obiecała wam za to sowitą zapłatę. Otóż chciałbym, abyście zrozumieli, że choć uważacie się za wielkich ludzi i z tego, co wiem, jesteście chyba nimi w swoim kraju, to tu jesteście tylko sługami, jak wszelcy inni najemnicy, których spodoba nam się wynająć. Jego ton był tak obraźliwy, że choć może mądrzej byłoby nic nie mówić, nie mogłem się powstrzymać od odpowiedzi. - To ciężkie słowa, książę - powiedziałem - muszę ci zatem wyjaśnić jaka jest prawdziwa cena, za którą zgodziliśmy się podjąć tego zadania i wystawić na związane z nim ryzyko. Ja mam nadzieję odzyskać syna, który jest w niewoli u waszych wrogów. Kapitan Orme poszukuje przygód, gdyż jest w swoim kraju zamożnym człowiekiem i nie musi zabiegać o zdobycie bogactwa. Ten, którego nazywacie Czarne Okna, a którego prawdziwe nazwisko brzmi Higgs, robi to z czystej miłości do wiedzy. W Anglii i na całym Zachodzie słynna jest jego znajomość wymarłych ludów, ich języków i zwyczajów i podjął tę niebezpieczną podróż tylko po to, aby móc je tutaj badać. Jeśli chodzi o Quicka, to jest on człowiekiem Orme'a, zna go od dziecka, służył pod nim w wielu wojnach i przybył tu tylko dlatego, by być ze swym panem. - Aaa! - powiedział Jozue. - Sługa, osoba bez żadnego znaczenia, a mimo to ośmiela się grozić mnie, wielkiemu księciu Abatich. - W obliczu śmierci, książę, wszyscy ludzie są równi. Zachowałeś się tak, że mogło się to skończyć okropną śmiercią jego pana, który akurat dokonywał bohaterskiego czynu. - A co mnie obchodzą bohaterskie czyny jego pana? Widzę, że cenicie takie rzeczy a ludzi, którzy to robią, uważacie za wielkich i wspaniałych. Ale my nie. Nie ma takiego dzikusa wśród Fungów, który by nie zrobił tego, co Orme, a nawet więcej. A dlaczego? Bo jest dzikusem. My, ludzie kulturalni, cywilizowani, mamy więcej rozumu. Dano nam życie po to, byśmy się nim cieszyli, a nie lekceważyli i nadstawiali karki pod miecz. Dlatego na pewno nazywacie nas tchórzami. - Jednak, książę, ci, którzy noszą zaszczytny według ciebie tytuł tchórza, najszybciej mogą zginąć. Za waszymi bramami stoją Fungowie i tylko czekają, by unieść miecze nad waszymi karkami. - I właśnie dlatego wynajęliśmy was, goju. Mimo wszystko nie żywię urazy do waszego sługi, Quicka. Jest on Fungiem, tyle że o białej skórze, i zachowuje się zgodnie ze swą barbarzyńską naturą. Dlatego wybaczam mu, jednak na przyszłość niech się strzeże! A teraz poważniejsza sprawa. Córka Królów jest młoda, piękna i dzielna. Nowa twarz z obcego kraju może pobudzić jej wyobraźnię. Ale - dodał znacząco - niech właściciel tej twarzy pamięta kim jest ona, a kim on, niech pamięta, że każdego spoza kręgu tych, w których żyłach płynie starożytna krew Salomona, kto by ośmielił się podnieść wzrok na prawnuczkę królowej Saby, czeka śmierć, powolna i okrutna śmierć. To samo czeka wszystkich, którzy mu pomagają. Na koniec niech pamięta, że ta wysoko urodzona pani, z którą on, nieznany goj, ośmiela się rozmawiać jak równy z równą, jest od dziecka zaręczona ze mną i chociaż, jak to kobiety, zdaje się kpić ze mnie, niedługo zostanie moją żoną, a my, Abati, zazdrośnie strzeżemy czci naszych kobiet. Zrozumiałeś? - Tak, książę - odparłem, siląc się na spokój, bo kipiałem z gniewu. - Ale ja też chciałbym, żebyś coś zrozumiał. Otóż jesteśmy przedstawicielami rasy, która obejmuje swym ramieniem pół świata, i tym różnimy się od niewielkiego plemienia Abatich, o którego sławie nic nam nie wiadomo, że zazdrośnie strzeżemy naszego własnego honoru i nie potrzebujemy opłacać obcych najemników, aby walczyli za nas z wrogiem. Ufam, książę, że kiedy następnym razem przyjdę opatrzyć twe rany, to będą one z przodu, a nie z tyłu. l jeszcze jedno. Nie radzę ci grozić kapitanowi, którego nazywasz gojem i najemnikiem, bo możesz się przekonać, że nie zawsze dobrze jest być tchórzem, choćby się miało nie wiem jak starożytną krew w żyłach. Potem, nie posiadając się z wściekłości, opuściłem go. Czułem, że zachowałem się jak kompletny głupiec, ale nie mogłem siedzieć spokojnie i słuchać, jak ten nadęty łotr, który określa się mianem księcia i szczyci się własnym tchórzostwem, znieważa takich ludzi, jak moi towarzysze, że nie wspomnę już o sobie samym. Odprowadził mnie groźnym spojrzeniem, a jego ludzie, którzy kręcili się w końcu wielkiej sali, gdzie z nim rozmawiałem, patrzyli na mnie spode łba. Zdałem sobie sprawę, jak niebezpieczny jest ten bydlak i zacząłem żałować, że Quick, zamiast dać mu po twarzy, nie skręcił mu karku w tunelu. Moi towarzysze też żałowali, że się tak nie stało, kiedy opowiedziałem o tej rozmowie, ale myślę, że otworzyłem im, a szczególnie Oliwerowi, oczy na powagę sytuacji. Potem poinformował mnie, że rozmawiał z Makedą i że poważnie zaczęła się lękać o nasze, a nawet o swoje bezpieczeństwo